Idź do treści

Menu główne:

nowrotek zdzisław


Drzewa mówią

książki wydane




Tu otworzysz i możesz pobrać tekst książki:


Drzewa mówią
rok wydania 2020





W książce znajdziemy
opowiadania, podania, powiastki, baśnie, legendy,
z Ligoty,
Czechowic,
Zabrzega,
Bronowa,
Międzyrzecza,
nierzadko pisane gwarą.

Ponadto setkę niezwykłych fotografii drzew z miejscowych lasów, które mówią.


Do Czytelnika

Drzewa mówią to zbiór tekstów opartych na ustnych oraz zapisanych fragmentarycznie przekazach. Opowieści posiadają cechy ludowych podań, powiastek, baśni i legend. Niektóre utrwaliły ślady minionych wydarzeń, podczas gdy inne, oparte na ludowych wierzeniach, są wytworami ludzkiej wyobraźni. Terenem, z którego pochodzą, jest obszar Ligoty i jej bliskie sąsiedztwo, tj. czechowicki Podraj, zabrzeski Podjaz oraz pogranicze Międzyrzecza i Bronowa.
Pytanie o autentyczność źródeł. Do czasów obecnych w pamięci mieszkańców badanego obszaru nie zachowały się opowieści w stanie kompletnym, jednak wiele starszych osób potrafiło odtworzyć liczne fragmenty bądź wątki oryginalnych przekazów. Informatorów dysponujących taką wiedzą zostało wysłuchanych przez autora ponad dwudziestu. Komuś, kto wyrósł w tym środowisku kulturowym i językowym, sam w dzieciństwie wiele zasłyszał, daje to możliwość kreowania różnorakiej wizji artystycznej. Gdy chodzi o wykorzystanie źródeł pisanych, należy wymienić zwłaszcza pracę Wiesławy Korzeniowskiej O ukrytych skarbach, śpiącym wojsku…, wydaną w 1995 roku, w której znajduje się kilka bezcennych zapisów dotyczących Ligoty.
Znaczna część tekstów została napisana językiem gwarowym, w pozostałych gwara występuje w dialogach lub w postaci stylizacji językowej, gdzie w języku literackim celowo używane są słowa z miejscowej mowy.
Dlaczego gwara? Powodów jest kilka. Przekazy ustne tu zapisane relacjonowane były wyłącznie w miejscowym języku i on wydaje się naturalnym sposobem utrwalenia tych treści. Druga przyczyna to świadomość konieczności dokumentowania zanikającego języka przodków, będącego dobrem kulturowym. Cieszyńska odmiana dialektu śląskiego jest zróżnicowana. Mimo mnogości zjawisk językowych wspólnych dla całej krainy, występują zauważalne odmienności. Warianty narzecza spod Cieszyna, Bielska, Istebnej, Jabłonkowa czy z Zaolzia różnią się znacznie między sobą. W języku ludu występującym w okolicy Czechowic-Dziedzic nie powstały żadne dłuższe zapisy czy utwory. W spisanych i wydanych dotąd drukiem podaniach i legendach można dostrzec jedynie elementy stylizacji oraz dialektyzacji językowej. Prawdopodobnie już nikt nie napisze w tej gwarze z prostej przyczyny, że wkrótce nie będzie osób nią się posługujących. Wybór gwary dla spisania miejscowych przekazów to walka o czas i spełnienie oczekiwań wielu Czytelników, którzy zachęcali mnie do tego. W zasobach słownictwa oraz gwarowej pisowni uwzględniony został dorobek twórczości Gustawa Morcinka, Ludwika Kobieli, Juliusza Wątroby, Mariana Wójtowicza, Władysława Milerskiego, Tomasza Sochackiego, Jadwigi Wronicz, Haliny Uchyły, Leopolda Szersznika. Piszący gwarą napotyka na techniczną barierę przekładu mowy na pismo, gdyż część liter nie odpowiada wymawianym na sposób gwarowy niektórym głoskom. Problem ten został omówiony w rozdziale Słownik gwarowy.
Dlaczego w tytule drzewa? Opowiadające drzewa to oczywiście tylko zabieg narracyjny i artystyczny. Ale nie jest bezpodstawny. Drzewa to najstarsi świadkowie przeszłości. Wystarczy tylko, aby mówiły. A może mówią, tylko ich nie słyszymy? Niniejsza książka stała się zatem okazją, by zaprezentować ten niezwykle interesujący świat żywych istot, który bytuje obok nas. Gdy Czytelnik obejrzy zamieszczone w książce fotografie drzew, może przyzna rację, że każde z nich ma swój wyjątkowy charakter, formę, urodę, pełni ważną funkcję w otaczającej nas przestrzeni, a niektóre z nich jakby żywcem zostały wyjęte z którejś z baśni.
Drzewa i ludzie, ludzie i drzewa, zwane na Śląsku strómami. Odwiecznie trwa ich bliski związek. Symbioza żywych istnień, jakże odmiennych, zarazem bliskich i sobie potrzebnych. W podporządkowanej sobie przyrodzie to człowiek zajmuje się sadzeniem drzew na masową skalę w lasach, w parkach i wokół domostw. Potem korzysta z ich dobrodziejstw. Zaś drzewo chroni go od wiatru, daje cień, wytwarza niezbędny do życia tlen, reguluje obieg wodny, dostarcza drewno, niezbędny surowiec wielu dziedzin gospodarki. Ponadto doskonale zagospodarowuje naszą przestrzeń życiową, zdobi ją, upiększa, czyni przyjazną. Jest także inny, ważny kulturowy aspekt. Drzewo często jest obecne w ludowych przekazach, opowiadaniach, legendach, dlatego też w pierwszej części książki to drzewa, czyli strómy, będą opowiadać.


Rozdział I
DRZEWA MÓWIĄ

Drzewo to takie istniynie, kiere odkąd człowiek bytuje na ziymi, zawsze jest kole niego i razym z nim. Nikierzi prawióm, że jak opica slazła z drzewa, to stała sie człowiekym. Więc piyrwotnym miyjscym człowieka był stróm. Ci zaś, kierzi czytajóm Biblie, tóż se gibko wspómnóm, że człowiek wzión sie z raju, kiery był ogrodym, a w tym ogrodzie rosły drzewa, pośród kierych Bóg stworził Adama, z niego Ewe, a pod jednym z tych drzew oboje óni zgrzeszyli.
Hań downi wszyndzi były same lasy. Terozki jest ich miyni, bo człowiek musioł se zrobić miyjsce pod uprawy, żeby mioł co jeść, pod swoji miyszkania, żeby mioł kaj żyć, pod drógi i osiedla. Ale dzisio, nawet tyn, co miyszko w wielkim mieście, to se tam park zakłodo, bo go ciągnie do lasu, kaj czuje sie jak u siebie. Tam znajduje wypoczynek i równowage. A jak jyny może, tóż jeździ na wycieczki do lasu, chodzi po nim z kijkami, szpacyruje, zbiyro grziby. Jak mo więcyj piniędzy, to se buduje dómek na wsi, obsadzo go zaroz drzewami abo przinajmnij sadzi krzoki kole letnigo dómku czy na działce. Taki jest człowiek, obyjść bez drzewa sie ni może.
Kiedy chodzisz po dziedzinie, to widzisz, że we wielu miyjscach rosnóm duże, stare strómy. Dęby, lipy, jesióny i graby, brzozy, buki, topole, olchy i wiyrzby. Jakbyś porównoł ich wiek z wiekowymi budynkami, to może sie okozać, że sóm od nich nawet starsze. Można pedzieć, że były świadkami dawnych wydarzyń. Jakby miały rozum, oczy i potrefiły godać, to by mógły wiela opowiedzieć. Umówmy sie, że tak właśnie jest. Zresztóm, jak popatrzisz na ponikiere z nich oczami wyobraźni, to uwidzisz tam ludzkóm postać, a to jakąś twarz, to zaś oczy, nos, czasym ludzkie ramie, noge, zgięte plecy, pomarszczónóm ze starości skóre. Jakbyś mioł z tym problemy, to sie podziw na te wszystkie obrozki, kiere sóm w książce. Zostały zrobióne w naszej okolicy, w różnych miyjscach Ligoty, czechowskigo Podkępio i Podraja, Zabrzega, Międzyrzeczo. W ponikiere dni, a nejczęści o wieczornej porze, jak ucichnie dziynny zgiełk i gwar, a mosz dobry słuch, tóż pewnie usłyszysz, co drzewa godajóm, a wierz mi, że prawióm roztomaite historie z downych roków. W książce tej znaszło sie wiela z nich.
Piszym te godki naszóm gwaróm. Nie po to, żeby tyn język ratować, bo sie już tego zrobić nie do, ale po to, żeby pozostoł po nim jakisik ślad. Bo to je skarb naszej tożsamości, znak śląskiego rodowodu. Takóm godkóm rozprawiali nasi dziadkowie sto roków tymu, a w wielu dómach, już fest wygładzónóm, godajóm po dziś. Znóm takich. Troche sie to źle czyto, a po wiela słowek trzeja sięgnyć do słowniczka, kiery jest w jednym z rozdziałów. Zapis cieszyńskij gwary w tej książce jest mojóm propozycjóm i nie jest idealny, można sie z nim nie zgodzić, ale międzynarodowy system transkrypcji jest jeszcze więcyj skómplikowany.
Śląskóm mowóm godali na tych ziymiach wtedy, jak jeszcze na mapie nie było Katowic i innych miast śląskij aglomeracji. Pamiętejmy o tym. Śląsk jest tukej! Jest w Cieszynie, Bielsku, Komorowicach Śląskich, Mikuszowicach Śląskich, Bystrej Śląskiej, w Beskidzie Śląskim. Nieprzipadkowo majóm Śląsk w nazwie. A Podbeskidzie? - Nie wiym, co to takigo.
Wyłączóm telewizor, zamykóm kómputer, odkładóm telefón, odwrotnie niż wszyjscy o tej porze. Ciepiym cosik na plecy, zawiyróm za sobóm dźwiyrzi. Wychodzym. Przed chwilóm zaszło słóńce nad Czarnolesiym. Na Hałcnowcu odbijajóm sie we wodzie fioletowe, poszarpane wstążki chmur, zabarwióne słóńcym, kiere resztkami sił oświetlo je zza horyzóntu.
Wreszcie żech tu jest…
Staro dudławo wiyrzba na Białkowym polu, kole downego Ziemianego Mostka, tam, kaj zawsze straszyło, dali tukej stoi. Óna wszystko pamięto, tak jak pón Rudek, co mo 90 roków, kiery miyszko kąsek dali. Idym ku tej wiyrzbie, ta sie na mnie dziwo i pyto:
- Ni maś to tyn, co stare powiastki zbiyro i spisuje, godki, bery i bojki o downych czasach? Co chcesz wiedzieć, przeszłe historyje? Kómu to dzisio potrzebne i na co? Natóż zgoda, jakżeś taki uparty. O takij jednej czarodziejce mogym ci pedzieć, co mianowała się Zołza. Może sie dzieckóm spodobo, he-he. Było to tak. Żyła kole ligockigo lasu, kiery był kiesik ogrómnie wielki, czarodziejka. Ale wtynczos w co drugi wsi były czarownice, znachorki, ziylarki, nastawiaczki kości, ale ta, o kierej ci teraz opowiym, była fest cudaczno. Miała przi sobie jeszcze opice i kota, i razym z nimi czarowała, a ludzie byli fest zadowolyni. Jednakże do czasu…

profil | nowości | książki wydane | teksty, reportaże | zabytki | dawne fotografie | słownik gwarowy | region | kontakt | Mapa witryny


Powrót do treści | Wróć do menu głównego